Zespół Szkół Publicznych w Taczanowie Drugim

 

 

 

 

Witamy na stronie Zespołu Szkół Publicznych w Taczanowie Drugim

 

MARIA GRZYBEK

 

Maria Grzybek to absolwentka naszego gimnazjum. Uczyła się w nim w latach 2002- 2005. Obecnie (maj 2015r.) jest studentką ostatniego roku Sztuki i Wzornictwa Ceramiki oraz V roku Restauracji i Rekonstrukcji Ceramiki i Szkła na Akademii Sztuk Pięknych im. E. Gepperta we Wrocławiu Jest laureatką licznych i prestiżowych nagród:

-  I nagroda w Międzynarodowym Konkursie „Zdun – miasto trzech kultur”,

- wyróżnienie Prezydenta Kalisza w projekcie „Malarstwo plenerowe – moje miasto” w ramach programu „Śladami przeszłości 750 – lecie lokacji w Kaliszu,

- w 2009 roku otrzymała Stypendium Prezesa Rady Ministrów za wybitne osiągnięcia i wyniki w nauce,

- jej prace były prezentowane w galeriach w Kaliszu, Zduńskiej Woli i Wrocławiu,

- otrzymała tytuł „Człowiek Roku Powiatu Pleszewskiego” – 2014,

 

Maria Grzybek namalowała obraz św. Marcina - patrona kościoła św. Marcina w Kuczkowie.

Jak przebiegała praca nad malowaniem obrazu?

Było to dla mnie nie lada wyzwanie. Malowanie obrazu trwało rok, nie wliczając w to procesu schnięcia farb czy werniksu, który zabezpiecza powierzchnie obrazu. Najtrudniejsze było dla mnie namalowanie dłoni i twarzy świętego. Cieszę się, że obraz spodobał się mieszkańcom Kuczkowa.

Prawdziwą pasją artystki jest ceramika.

Jak powstaje wyrób z ceramiki?

Jest to trudna i żmudna praca. Najpierw wyrabiam glinę, potem formuję z niej pożądany kształt. Można czynić to w rozmaity sposób… czy to poprzez lepienie metodą tradycyjną, z wąskich wałków, czy to na kole garncarskim, czy nawet poprzez mieszanie kilku technik naraz. Kolejnym ważnym etapem jest równomierne suszenie, dzięki czemu prace nie pękają tak łatwo. Wysuszona praca trafia do pieca, gdzie przez kilka godzin wypalana jest w temperaturze około 900°. Po pierwszym wypale pracę maluję specjalnymi szkliwami czy tlenkami. Uznać pracę za skończoną mogę wtedy, gdy po raz drugi opuści ona piec, a szkliwa zostaną utrwalone w temperaturze 1200°.

Nie zerwałaś swoich kontaktów z gimnazjum.

Tak, na zaproszenie p. Grażyny Waliszewskiej prowadziłam warsztaty ceramiczne dla uczniów szkoły podstawowej i gimnazjum. Chciałam zapoznać uczniów z warsztatem rzeźbiarza, materiałem, jakim jest glina oraz możliwościami związanymi z tworzeniem naczyń oraz plakietek z gliny.  Ku mojemu zaskoczeniu uczniowie z zaciekawieniem i uśmiechem na ustach tworzyli ciekawe formy, naczynia, czy nawet puchary na specjalne okazje. Były to dla mnie miłe chwile spędzone w murach mojego dawnego gimnazjum.

 

Jak wspominasz lata spędzone w taczanowskim gimnazjum? (nauczyciele, klasa koledzy)

         Choć były to już dawno… JJJ Te trzy krótkie lata były dla mnie bardzo kolorowe!! Pamiętam wyjątkowy kaloryfer przy pokoju nauczycielskim, przy którym w czasie przerw razem z moimi koleżankami spędzałyśmy czas… zdarzało się oczywiście że któryś z nauczycieli Nas stamtąd wypraszał, jednak My zawsze tam wracałyśmy. Pamiętam lekcję polskiego, moje liczne błędy ortograficzne i pieszczotliwy zwroty pani od polskiego.

W tym gimnazjum nie mogłam się nudzić! Jeżeli nie uczestniczyłam w konkursie wiedzy o przysłowiach, frazeologizmach, w którym uskuteczniałam własną, wesołą twórczość, to razem z klasą angażowałam się w przeglądy teatralne organizowane przez panią - wychodziło nam to znakomicie! O DZIWO! J

Kiedy tylko znajduję się w taczanowskich okolicach, zawsze ciepło wspominam wszystkie, wtedy beztroskie chwile, pierwsze zakochania i zbyt krótkie ścięcie grzywki! (gimnazjum to jedyny okres, kiedy takowy element fryzury posiadałam). Wspominam lekcje z czwartej ławki w małej sali na pierwszym piętrze, pamiętam moje ciężkie zmagania w sali gimnastycznej i codzienne wycieczki zatłoczonym, szkolnym autobusem z Kuczkowa do Taczanowa i z powrotem.

 

Czy pamiętasz, że pracowałaś w zespole redakcyjnym gimnazjalnej gazetki „Bez tytułu”? Można powiedzieć, że byłaś jej grafikiem (pierwsze strony, ozdabianie rysunkami artykułów)

        Pamiętam to bardzo dobrze! Na początku szło mi fatalnie… można powiedzieć, że dopiero po kilku numerach się rozkręciłam J. W zespole redakcyjnym było zawsze wesoło, na spotkaniach gwarno i momentami chaotycznie… zawsze jednak numer gazetki się ukazywał, a ja mogłam z dumą pokazać go mojej rodzinie.

 

W swoim prywatnym archiwum mam numery gazetek, w których są twoje rysunki. Mam nadzieję, że z czasem staną się one bezcenne ;-,a ja będę mogła się nimi chwalić ;-)

        Do dziś gdzieś w teczkach składuje je razem ze wszystkimi pamiątkami i kartkówkami! Numerami gazetki „Bez tytułu” chwaliłam się, jeszcze będąc w gimnazjum, i do teraz wywołują one uśmiech i ciepłe westchnienia.

Rozmawiała Iwona Korniluk

wywiad autoryzowany

 

wstecz